Pułapka optymizmu, czyli jakoś to będzie

Niemal 50 proc. Polaków, którzy mają zobowiązania finansowe, spóźnia się z ich spłatą – tak wynika z raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych. Co więcej, prawie 62 proc. osób z tej grupy jest tym faktem zestresowanych, martwi się lub wstydzi swojego zachowania.[1]Dlaczego windykator jest często traktowany jak wróg, a nie sprzymierzeniec w spłacie zobowiązań? Jak wyjść ze spirali zadłużenia? Pytamy o to prof. Dariusza Dolińskiego, członka Komitetu Psychologii PAN, przewodniczącego Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej oraz wykładowcę Uniwersytetu SWPS.

Dlaczego Polacy wpadają w pułapkę zadłużenia?

Prof. Dariusz Doliński: Najczęściej przez optymizm. W naszej kulturze zakłada się, że optymizm jest czymś, co motywuje nas do działania. Kult optymizmu jest wszechobecny, ale bywa złudny. Badania pokazują, że wśród studentek, które zachodzą w niepożądaną ciążę, dominują optymistki. Podobną zależność widzimy wśród osób poparzonych promieniami słonecznymi na Wyspach Kanaryjskich. Wpadamy w pułapkę pozytywnego myślenia
bierzemy kredyt, bo zakładamy, że jakoś go spłacimy. Kiedy nie mamy pieniędzy na ratę, czekamy aż wpadnie nam dodatkowa fucha, wtedy myślimy, że zapłacimy za 2-3 zaległe raty. Dobrze jest, jeśli ten pozytywny scenariusz się sprawdza. Jednak często bywa odwrotnie
dodatkowej gotówki nie ma, a liczba niezapłaconych rat rośnie – to znak, że wpadliśmy
w pułapkę własnego optymizmu. Zamiast przezornie, od samego początku, zacisnąć pasa
i płacić raty zgodnie z harmonogramem, dochodzimy do wniosku, że tak czy owak wyjdziemy z tej sytuacji obronną ręką. Zadłużenie rośnie, przestajemy je spłacać, a później nie widzimy sensu podejmowania już jakichkolwiek działań.

Bywa również, że ludzie z różnych powodów nie spłacają długu. Chodzi np. o jego koszty w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia, że uczciwa byłaby sytuacja,
w której, jeśli pożyczamy 20 tys. zł., to powinniśmy zwracać tyle samo. Jeśli nie nauczymy się, że koszty są ściśle związane z kredytem, to będziemy mieć ogromny problem. Podobnie z windykacją– musimy zrozumieć, że to droga do wyjścia z problemów finansowych, a nie dalsze, poważniejsze jeszcze kłopoty.

Ludzie często nie wiedzą, jak zachować się, gdy dzwoni windykator. Wolą unikać z nim kontaktu niż spróbować się porozumieć i rozwiązać problem. Dlaczego tak się dzieje?

W nowej, stresującej dla wielu sytuacji, ludzie reagują na jeden z dwóch sposobów. Spłatę zadłużenia traktują albo jako wyzwanie, albo zagrożenie. W tym pierwszym przypadku dążą do rozwiązania problemu. Jeśli jednak potraktują tę sytuację jako zagrożenie, będą starali się jej unikać, ponieważ  wiąże się z silnym napięciem emocjonalnym czy lękiem. Wtedy wyprą ze świadomości myśl o zadłużeniu i nie odbiorą telefonu od windykatora. Nawet jeśli podniosą słuchawkę, to zazwyczaj rozmawiają z nim w taki sposób, jakby ich w ogóle ta sprawa nie dotyczyła. Są to pewne schematy postępowania ze stresem, które formułują się u ludzi już
w dzieciństwie. Ci z nas, którzy unikają kontaktu z windykatorem, zazwyczaj postępują
w podobny sposób w innych okolicznościach stresowych: nie próbują ich rozwiązać, starają się żyć tak, by oddalić od siebie problem.

 Aż 3/4 badanych nie wie, jak powinien wyglądać proces windykacyjny, jakie przepisy prawne chronią konsumentów w tym zakresie. Może gdyby wiedza ta była bardziej powszechna, to mniej ludzi czułoby blokadę i stres w związku z telefonem windykatora?

Osiągnięcie takiego stanu jest bardzo trudne. Głównym problemem jest sposób, w jaki postrzegany jest windykator przez osobę zadłużoną. Zazwyczaj ludzie myślą o nim bardziej jak o wrogu niż o partnerze, który może wesprzeć ich w rozwiązaniu sytuacji, w której się znaleźli. Kolejną kwestią jest unikanie przez Polaków wiedzy szczegółowej. Badania wskazują, że kupując nową lodówkę lub pralkę, najczęściej nie zapoznajemy się z instrukcją, tylko intuicyjnie próbujemy uruchomić urządzenie. Podobnie działają ci, którzy zaciągają pożyczkę. Nie czytają regulaminu, nie wiedzą, co grozi w przypadku braku terminowej spłaty albo, co stanie się, gdy sprawa trafi w ręce windykatora. Dotarcie do ludzi z tymi szczegółowymi informacjami jest niesamowicie trudne. To wina m.in. systemu edukacji, który nie uczy tego, co przyda nam się w życiu, m.in. właśnie jak poradzić sobie z zadłużeniem.

Wśród najczęstszych wymówek, jakie badani usłyszeli od członków rodziny lub znajomych niespłacających swoich zobowiązań finansowych były: brak pieniędzy na bieżące wydatki (38,2 proc.) oraz zbyt wysoka kwota niespłacanego długu
w porównaniu do oczekiwanego przypływu gotówki (25 proc.).  Niektórzy mówią wprost: „z firmą windykacyjną nie można się dogadać” (16 proc.). 

Ważne, by windykatorzy umieli przekonać konsumenta, że są jego partnerem, a nie wrogiem. Dobrze, gdyby na wstępie od razu zaznaczyli, że to jest ich wspólny problem: windykatora
i dłużnika. Następnie zaproponowali konstruktywne rozwiązanie, czyli chociażby możliwość rozłożenia zadłużenia na raty, na okres 2-3 lat. To pozwoli osobie zadłużonej uwierzyć, że
z problemem finansowym można sobie poradzić.

Jak możemy pomóc dłużnikom – czy raczej – jak oni sami mogą sobie pomóc?

Najlepiej oczywiście jest się nie zadłużać, czyli na samym początku, kiedy przejdzie nam przez myśl, by wziąć pożyczkę, od razu zrewidować swoje potrzeby. Dobre gospodarowanie domowym budżetem to dzisiaj umiejętność nie do przecenienia. Wystarczy zadać sobie pytanie: „czy koniecznie musimy w tym roku wyjechać na wakacje, albo czy iPhone naprawdę jest nam niezbędny do życia?”. Wystarczy trochę determinacji i cierpliwości, by oszczędzić pieniądze na tego rodzaju zachcianki i uniknąć kredytu. Jeśli jednak już go mamy, to musimy podejść do sprawy odpowiedzialnie i spłacać raty zgodnie z harmonogramem. Chociażby z tego powodu, by uniknąć nieprzespanych nocy i niepotrzebnego stresu. W sytuacji, w której niespłacone raty zaczynają niebezpiecznie narastać, najgorszym z możliwych rozwiązań jest unikanie windykatora lub zaciąganie kolejnych pożyczek, na rzecz spłaty wcześniejszych. O wiele lepiej zacząć od oszczędzania metodą małych kroków. Nie chodzi o to, by odmawiać sobie wszystkich małych przyjemności, ale jeśli oszczędzimy pięć zł dziennie, to w miesiącu możemy spłacić 150 zł zadłużenia. Jeśli sobie z tym poradzimy, to najprawdopodobniej 200, czy 300 zł też nie spowoduje ruiny w naszym domowym budżecie. Jeżeli zaczniemy spłacać dług od małych rat, które będą stopniowo rosły, to prędzej czy później zauważymy, że w dającej się przewidzieć przyszłości, spłacimy swoje zobowiązanie.

Ważne jednak, by w momencie spłaty długu nie wpaść w kolejną pułapkę. Dłużnik, który przez wiele miesięcy zaciskał pasa i osiągnął swój cel, spłacił całe zadłużenie, czuje ulgę. Ale czuje też niekiedy, że za ten trud zaciskania pasa, należy mu się jakaś nagroda. Jaka? Przykładowo,  nowy laptop. A raty za ten nowy laptop są takie korzystne… 


[1] Badanie opinii przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych w ramach kampanii „Windykacja? Jasna Sprawa!”. Badanie zrealizowano w 2019 roku na próbie 1000 osób.

Dodaj komentarz

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o